Email Drukuj

Ewa Gawlikowska-Wolff / Elżbieta Chowaniec

GRY EKSTREMALNE



Nie lubię cytryny w plasterku do herbaty, ani wody gazowanej jako dolewki do chłodzenia napoju. Rozbijam jajko zawsze od węższej strony, a jak chcę zjeść delicję, to najpierw obgryzam dookoła galaretkę. Moja metoda na raka? Wylizywanie ucha przez psa. Albo opcja, że guza wysmarkam, a obrzęk wysikam, ale jestem dopiero w fazie patentowania tego pomysłu.”

Ewa Gawlikowska-Wolff
1983 - 2012


Spektakl non-fiction oparty na historii zmarłej na glejaka mózgu młodej dziewczyny. Kiedy u Ewy zdiagnozowano nowotwór, postanowiła opowiedzieć o swojej chorobie, bólu i nadziei. Chciała, żeby jej rak był po coś. Ewa Gawlikowska-Wolff jako studentka Szkoły Dramatu napisała pierwszą część „Gier ekstremalnych”. Umarła w lipcu 2012 roku. Po jej śmierci sztukę dokończyła dramatopisarka Elżbieta Chowaniec. Powstała opowieść o tym, jak ekstremalna sytuacja weryfikuje marzenia, plany, relacje z bliskimi.

reżyseria Joanna Grabowiecka

scenografia, kostiumy Zuzanna Srebrna

muzyka i dźwięk Agnieszka Lucya (śpiew) i Tomasz Kurowski

reżyseria świateł Andrzej Król

wizualizacje Katarzyna Szarek

asystent reżysera Wiktoria Konopko

Obsada:

Julka/Ewa - Anna Gorajska

Tomek/Mąż - Rafał Fudalej (gościnnie)

Anestezjolog/Brat - Robert T. Majewski

Asystent anestezjologa, Młodszy facet/Frycu - Kamil Siegmund

Mama/Matka - Elżbieta Kijowska (gościnnie)

Tata/Ojciec - Henryk Niebudek

Pielęgniarka /Sabina - Zuzanna Grabowska

Lekarz onkolog /Lekarz - Maciej Wyczański

Pani Zofia - Małgorzata Niemirska

Starszy facet/Ksiądz - Janusz R. Nowicki

Czas trwania spektaklu: 90 min.

 

Premiera 12 października 2013 - Scena na Woli im. T. Łomnickiego

 

Patronami spektaklu są Fundacje Chustka i Rak’n’Roll.

„Gry ekstremalne” to projekt Laboratorium Dramatu, które w październiku 2013 obchodzi 10-lecie istnienia.

Fragmenty recenzji:

Spektakl jest czymś więcej niż przedstawieniem. To opowieść o śmiertelnej chorobie bez łez.
"Terapia na scenie"
Hanna Karolak
Gość Niedzielny
nr 48/01.12

Na "Gry ekstremalne" składają się zatem niejako dwa utwory. W pierwszym, pisanym przez samą Ewę Gawlikowską-Wolff, spotykamy niejaką Julię (Anna Corajska), która w rozkwicie sil zostaje zderzona z wiadomością o śmiertelnym wyroku. Ten fragment wybrzmiewa mocno przede wszystkim dzięki znakomitej roli Gorajskiej, która akcentuje strach przed chorobą, bunt przeciw niej oraz próby zagłuszania świadomości, chociażby śmiechem. (…) Publiczność słucha "Gier ekstremalnych" w absolutnym skupieniu, ktoś ociera łzę, podczas oklasków kilka osób wstaje.
"Oswoić chorobę"
Jacek Wakar
Dziennik Gazeta Prawna nr 203

Rzadko, poza koncertami muzyki klasycznej, publiczność nagradza artystów stojącą owacją, a po premierze "Gier ekstremalnych" tak właśnie się zachowała. Może to była tylko wdzięczność dla Ewy Gawlikowskiej-Wolff, która w trakcie pisania odeszła ze świata, i dla Elżbiety Chowaniec, która utwór dokończyła, ale bardziej prawdopodobne jest to, że ludzie wstawali w reakcji na temat - bliski każdemu, choć nieustannie wypychany ze świadomości i zamykany w naszym prywatnym tabu.
"Bez łez"
Bronisław Tumiłowicz
Przegląd nr 44

"Gry ekstremalne", najnowsza premiera Teatru Dramatycznego Sceny na Woli, to spektakl, który ogląda się ze ściśniętym gardłem. Z góry wiadomo, jaki będzie finał, bo opowieść oparto na faktach, ale emocji i tak nie da się powstrzymać.
"Gry z życiem"
Aneta Szeliga
Metro nr 2651

Teatr w tym przypadku staje się katalizatorem zbiorowego doświadczenia. Los Ewy podzieliło przecież wiele osób na świecie. Nieprzypadkowo premierze widowiska patronowały fundacje podejmujące walkę z rakiem. (...) Grabowiecka kadruje sceny, nadając im niemalże poetycki charakter. Ale jest tutaj i miejsce na codzienne czynności - prasowanie, także na realizowanie swoich pasji wbrew wszystkiemu. Julia/Ewa jeździ na snowboardzie, ale po chwili dostaje ataku padaczki. Na ustawiony z tyłu sceny leśny pejzaż pada wtedy migotliwe światło. Do uszu widzów dobiega zaś głuchy dźwięk. Podobny hałas pojawia się w rozmowie dziewczyny z rodzicami, co jest oznaką jej słabnącego słuchu. Kolejne przeciwności losu przychodzą już z zewnątrz. (...) Spektakl powstał w pewnej sprawie. Jest zarówno pomnikiem (o) pamięci, jak i próbą refleksji nad stanem chorego człowieka. Końcowe słowa ,,zaraz mi przejdzie" stanowią przebłysk optymizmu w ponurym świecie. Kto o tym wie najlepiej, jeśli nie ci, którzy walczą do końca?
"Między niebem a śmiercią"
Szymon Spichalski
Teatr dla Was

 

fot. Katarzyna Chmura-Cegiełkowska